2013-12-17     Autor:  Ewa Drzewicka | julasmakula
Jak zostać cukiernikiem

Słyszałam, że nigdy nie jest za późno, żeby zacząć robic w życiu to co się lubi. Ja odnalazłam w sobie miłość do wypieków i postanowiłam spełnić swoje marzenia i opowiedzieć Wam, jak zostałam cukiernikiem. Zapraszam.

To pytanie pewnie nurtuje niejednego z Was tak jak mnie nurtowało przez ostatnie 2 lata. Pamiętam moje wręcz rozpaczliwe pytania na forach gastronomicznych, kiedy próbowałam spełnić swoje marzenia. Kiedyś pytałam ja a teraz kilka osób zapytało mnie więc pomyślałam, że opiszę Wam moją drogę do tytułu cukiernika z nadzieją, że będzie to dla niektórych wskazówka.

 

POCZĄTKI

Podobno każdy z nas już od urodzenia wyposażony jest w jakąś zdolność, która sprawia, że jesteśmy wyjątkowi. Ja od dzieciństwa uwielbiałam przesiadywać w kuchni i piec. Babcia była pierwszą osobą, która pokazał mi świat słodkości. Nauczyła mnie piec rolady, biszkopty, w-zetki. Kiedy więc tylko nadarzała się okazja robiłam w domu torty, bo w nich odnalazłam się najlepiej. I pewnie nic by się w temacie nie zmieniło gdyby nie jeden bardzo ważny tort zrobiony na chrzciny mojej córeczki Julii.  

 

 

To był pierwszy tort w stylu angielskim, czyli pokryty masą cukrową. Tego dnia wiedziałam, że odnalazłam w sobie swoją zdolność i pasję.

 

I CO DALEJ?

Zaczęłam pisać maile i zapytania na forach gastronomicznych jak osoba w moim wieku może zostać cukiernikiem. Rozpowiadałam znajomym, że robię torty artystyczne, żeby nabrać doświadczenia w zdobieniu, założyłam swojego bloga, na którym dzielę się tym, co lubię. Postanowiłam również wziąć udział w precastingu do Masterchef’a, na który przygotowałam tort w kształcie guźca.

 

 

Program był kolejnym punktem zwrotnym. Usłyszałam wiele ciepłych i motywujących słów. Postanowiłam działać. Wykonałam masę telefonów do firm szkoleniowych, do Izby Rzemiosła i dowiedziałam się, że mogę pójść do szkoły na kilka lat, co w moim wieku, czyli tuż przed 30-stką i z rocznym dzieckiem nie jest najlepszym pomysłem. Kolejny sposób to zapisać się na kurs wyuczający do zawodu. Takie kursy są organizowane zarówno przez Izbę jak i przez wszechobecne na rynku firmy szkoleniowe. Ich ceny kształtują się w okolicy 2-2,5 tysiąca złotych. Następnie egzamin, czyli kolejne 300 złotych. Ja nie mogłam sobie pozwolić na taki wydatek więc jako osoba zarejestrowana w Urzędzie pracy tam właśnie postanowiłam się udać. I tu jest trzeci sposób idealny dla tych, którzy nie mają czasu na szkołę ale też nie mają wolnej gotówki a bardzo chcą. Złożyłam wniosek o szkolenie aktywizujące na cukiernika z egzaminem czeladniczym. Ale w naszym dziwnym kraju nie może być tak łatwo. Warunkiem złożenia wniosku jest załączenie druku o prawdopodobieństwie zatrudnienia. To deklaracja firmy związanej z gastronomią, że po ukończonym szkoleniu zatrudnią Cię u siebie. Takie rzeczy to chyba tylko u nas się dzieją. Najpierw należy sobie znaleźć pracę a potem na kursie się jej uczysz. I wierzcie mi, nie jest proste przekonać kogoś żeby dał Ci pracę na ładne oczy, bo przecież kwalifikacje mam dopiero zdobyć. Mi się udało, znalazłam człowieka, któremu na tyle spodobały się zdjęcia moich tortów, że postanowił dać mi szansę.

 

KURS WYUCZAJĄCY

Musimy jednak pamiętać, że nie po każdym kursie możemy przystąpić do egzaminu czeladniczego. Kurs musi trwać minimum 200 godzin, z czego 120 godzin to zajęcia praktyczne. Ja nie musiałam się o to martwić, ponieważ Urząd Pracy zrobił wszystko za mnie. Od złożenia wniosku do decyzji minęło około 1,5 tygodnia, następnie podpisanie kilku papierów oraz skierowanie na badania sanepidowskie oraz ogólne. To potrwało kolejne 1,5 tygodnia. I zaczynamy!!!

Najpierw zajęcia teoretyczne, na których zostałam wyposażona w materiały szkoleniowe w postaci książek. Materiał przyjemny, choć na tydzień czasu jest tego zdecydowanie zbyt dużo. Myślę, trudno, doczytam w domu. Jednak nie do końca mi się to udaje, bo przecież mam małe dziecko, które po całym dniu z babcią po prostu się stęskniło. Myślę, trudno, pouczę się wieczorem. Teoria się kończy. Zaczynam trzy tygodnie praktyk w renomowanej lubelskiej cukierni. I pierwszy raz widzę jak to wszystko wygląda od środka, maszyny, technologie, cała praca. Jest ciężko, pracy jest dużo, ja chce się jak najwięcej nauczyć, jak najwięcej zobaczyć. O wszystko podpytuję, podpatruję różne techniki, czas mija nawet nie wiem kiedy. Przychodzi dzień egzaminu. Najpierw teoria w formie pisemnej, potem w ustnej, i praktyka.

 

  

 

I udało się! Zdałam celująco. Jestem cukiernikiem!

Powiem Wam, że nie było łatwo, wielokrotnie miałam ochotę zrezygnować, ale warto było walczyć. 26 grudnia kończę 30 lat i właśnie zrobiłam sobie najpiękniejszy prezent. Jestem z siebie dumna, że byłam na tyle uparta, żeby tego dokonać. Wiem, że rozpoczęłam zupełnie nowy rozdział w życiu.

Mam nadzieję, że ten artykuł komuś z Was pomoże, idą Święta i Nowy Rok, czas refleksji i postanowień. Chce Wam życzyć przede wszystkim odwagi i wytrwałości w spełnianiu swoich pragnień. Powodzenia !!!

Nowy serwis cukiernie.net